Katechezy o Opatrzności Bożej - Zgromadzenie Sióstr Opatrzności Bożej

Przejdź do treści

Menu główne:

Katechezy o Opatrzności Bożej

 
25.06.1986 r.
 
Ewolucja świata, a wzrost Królestwa Bożego

 
           Podobnie jak w poprzedniej katechezie, również dzisiaj będziemy czerpali z rozważań Soboru Watykańskiego II o uwarunkowaniu historycznym współczesnego człowieka, którego, z jednej strony, Bóg przeznaczył, by panował i podporządkowywał sobie całe stworzenie, z drugiej zaś, człowiek sam — jako stworzenie — poddany jest miłującej obecności Boga Ojca, Stworzyciela i Opatrzności.
 
Dzisiaj, bardziej niż w przeszłości, człowiek jest wyczulony na wielkość i autonomię swej misji, polegającej na badaniu i opanowywaniu sił natury.
 
Należy jednak zauważyć, że na drodze rozwoju i postępu świata staje poważna przeszkoda. Tą przeszkodą jest grzech i związane z nim zamknięcie się, czyli zło moralne. Obszerne świadectwo tej sytuacji daje soborowa Konstytucja Gaudium et spes.
 
Sobór bowiem mówi: „Człowiek, stworzony przez Boga w stanie sprawiedliwości, za poduszczeniem Złego już na początku historii nadużył swej wolności, przeciwstawiając się Bogu i pragnąc osiągnąć cel swój poza Nim”. Tak więc w sposób nieunikniony „postęp ludzki, będący wielkim dobrodziejstwem dla człowieka, przywodzi z sobą niemałą pokusę: jeżeli bowiem zburzy się hierarchię wartości i pomiesza się dobro ze złem, poszczególni ludzie i ich grupy zwrócą uwagę na własne sprawy, a nie na sprawy innych. Na skutek tego świat już nie przedstawia pola prawdziwego braterstwa, skoro wzmożona potęga człowieka grozi zagładą samemu rodzajowi ludzkiemu”.
 
Oczywiście, współczesny człowiek jest świadomy własnej roli, ale „jeśli słowom «autonomia rzeczy doczesnych» nadaje się takie znaczenie, że rzeczy stworzone nie zależą od Boga, a człowiek może ich używać bez odnoszenia ich do Boga, to każdy uznający Boga wyczuwa, jak fałszywe są tego rodzaju zapatrywania. Stworzenie bowiem bez Stworzyciela zanika. […] Co więcej, samo stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu”.
     Przypomnijmy przede wszystkim słowa, pozwalające uchwycić „drugi wymiar” historycznej ewolucji świata, do którego Sobór stale się odwołuje. Konstytucja mówi: „Duch Boży, który przedziwną opatrznością kieruje biegiem czasu i odnawia oblicze ziemi, pomaga tej ewolucji”. Przezwyciężanie zła jest równoznaczne z moralnym postępem człowieka, który strzeże jego ludzkiej godności, i z odpowiedzią na zasadnicze pragnienie świata „bardziej ludzkiego”. W tej perspektywie rozwijające się w historii królestwo Boże znajduje niejako swoje „tworzywo” oraz znaki swej skutecznej obecności.
 
Sobór Watykański II kładzie bardzo wyraźny akcent na etyczne znaczenie ewolucji, ukazując, że ideał świata „bardziej ludzkiego” jest zgodny z nauką Ewangelii. I choć bardzo precyzyjnie odróżnia ewolucję „świata” od historii zbawienia, to stara się równocześnie w całej pełni uwydatnić te związki, jakie pomiędzy nimi zachodzą: „choć należy starannie odróżniać postęp ziemski od wzrostu królestwa Chrystusowego, to przecież dla królestwa Bożego nie jest obojętne, jak dalece postęp ten może przyczynić się do lepszego urządzenia społeczności ludzkiej. Jeżeli krzewić będziemy na ziemi w duchu Pana i wedle Jego polecenia godność ludzką, wspólnotę braterską i wolność, to znaczy wszystkie dobra natury oraz owoce naszej zapobiegliwości, to odnajdziemy je potem na nowo, ale oczyszczone z wszelkiego brudu, rozświetlone i przemienione, gdy Chrystus odda Ojcu «wieczne i powszechne królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju». Na tej ziemi królestwo obecne już jest w tajemnicy; dokonanie zaś jego nastąpi z przyjściem Pana”.
 
Sobór potwierdza przekonanie wiernych głosząc, że „Kościół uznaje… wszystko to, co jest dobre w dzisiejszym dynamizmie społecznym: przede wszystkim ewolucję ku jedności oraz proces zdrowej socjalizacji i stowarzyszania się obywatelskiego i gospodarczego. Popieranie […] jedności wiąże się z najgłębiej rozumianą misją Kościoła, ponieważ on sam jest «w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego». [… ] Moc bowiem, jaką Kościół może tchnąć w dzisiejszą społeczność ludzką, polega na wierze i miłości zrealizowanych w życiu, nie zaś na jakimś zewnętrznym panowaniu przy pomocy środków czysto ludzkich”. Dlatego zachodzi głęboka więź, a nawet jakaś elementarna tożsamość pomiędzy wektorami historii i ewolucji świata oraz historii zbawienia. Plan zbawienia zakorzenia się w najbardziej rzeczywistych dążeniach i celach ludzi i ludzkości. I odkupienie jest stale skierowane ku człowiekowi i ku ludzkości „w świecie”. I Kościół stale spotyka się ze „światem” na gruncie tych właśnie dążeń i celów człowieka – ludzkości. O tyle też historia „świata” toczy się w łożysku historii zbawienia uważając je niejako za swoje własne. I wzajemnie: prawdziwe osiągnięcia człowieka i ludzkości, owe autentyczne zwycięstwa w historii świata, są zarazem „tworzywem” królestwa Bożego na ziemi.
 
Wypowiada się na ten temat Konstytucja Gaudium et spes: „Aktywność ludzka, jak pochodzi od człowieka, tak też ku niemu się skierowuje […]. Jeżeli się dobrze pojmuje wzrost, jest on wart więcej, aniżeli zewnętrzne bogactwa, jakie można zdobyć. Więcej wart jest człowiek z racji tego, czym jest, niż ze względu na to, co posiada. Podobnie więcej jest warte to wszystko, co ludzie czynią dla wprowadzenia większej sprawiedliwości, szerszego braterstwa, bardziej ludzkiego uporządkowania dziedziny powiązań społecznych, aniżeli postęp techniczny […]. Stąd normą aktywności ludzkiej jest to, żeby zgodnie z planem Bożym i wolą Bożą odpowiadać prawdziwemu dobru rodzaju ludzkiego i pozwolić człowiekowi na realizowanie i wypełnianie pełnego swojego powołania bądź indywidualnie, bądź społecznie”. Dokument ten stwierdza w dalszym ciągu: „Porządek [rzeczy] stale trzeba rozwijać, opierać na prawdzie, budować w sprawiedliwości, ożywiać miłością; w wolności zaś powinno się odnajdywać coraz pełniejszą ludzką równowagę. Żeby tego dokonać, trzeba wprowadzić odnowę w sposobie myślenia i szeroko zakrojone przemiany życia społecznego. Duch Boży, który przedziwną opatrznością kieruje biegiem czasu i odnawia oblicze ziemi, pomaga tej ewolucji”.
 
W toku historii poddanie się przewodnictwu i działaniu Ducha Bożego następuje poprzez wierne i konsekwentne odpowiadanie na głos sumienia i stałe odwoływanie się do niego: „Przez wierność sumieniu chrześcijanie łączą się z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy i rozwiązywaniu w prawdzie tylu problemów moralnych, które narzucają się tak w życiu jednostek, jak i we współżyciu społecznym. Im bardziej więc bierze górę prawe sumienie, tym więcej osoby i grupy ludzkie unikają ślepej samowoli i starają się dostosować do obiektywnych norm moralności”.
 
W sposób realistyczny Sobór przypomina o tym, że w praktyce ludzkiego życia na drodze prawdziwego postępu człowieka i ludzkości pojawia się przeszkoda najbardziej radykalna: zło moralne, grzech, który sprawia, że „człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Z tego też powodu całe życie ludzi, czy to jednostkowe czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna między dobrem i złem, między światłością i ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści zła, tak że każdy czuje się jakby skrępowany łańcuchami”. Toczy on walkę, która „zaczęta ongiś u początku świata, trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana (por. Mt 24,13; 13,24-30.36-43). Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, aby trwać w dobrym i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie”.
     Na zakończenie możemy powiedzieć, że choć wzrost królestwa Bożego nie utożsamia się z ewolucją świata, to przecież królestwo Boże jest w świecie, a przede wszystkim w człowieku, który bytuje i działa w świecie. Chrześcijanin wie, że swym zaangażowaniem w postęp dziejowy współpracuje z pomocą łaski Bożej we wzroście królestwa, zdążającym ku historycznemu i eschatologicznemu wypełnieniu planu Bożej Opatrzności.
 
18.06.1986 r.
 

Opatrzność Boża, a historyczne uwarunkowania człowieka współczesnego
w świetle Soboru Watykańskiego II

 
           Prawda o Opatrzności Bożej łączy w sobie liczne inne prawdy zawarte w stwierdzeniu: „Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”. Ze względu na swoje bogactwo i stałą aktualność ta prawda wpisana jest bardzo głęboko w całe magisterium Soboru Watykańskiego II, które znakomicie ją ukazuje. W wielu dokumentach soborowych znajdujemy odwołania do tej prawdy wiary. W sposób szczególny jest ona obecna w konstytucji Gaudium et spes. Wypada zwrócić na to uwagę w kontekście wszystkiego, co na temat Opatrzności Bożej zostało już powiedziane w poprzednich katechezach.
            Konstytucja Gaudium et spes podejmuje, jak wiadomo, temat: Kościół w świecie współczesnym. Od pierwszych jednak paragrafów widać jasno, że podjęcie tego tematu na gruncie nauczania Kościoła nie jest możliwe bez sięgnięcia do objawionej prawdy o stosunku Boga do świata, czyli bodaj pośrednio do prawdy o Bożej Opatrzności.
 
           Czytamy bowiem: „Ma więc Sobór przed oczyma świat ludzi […] świat, który — jak wierzą chrześcijanie — z miłości Stwórcy powołany do bytu i zachowywany, popadł wprawdzie w niewolę grzechu, lecz został wyzwolony przez Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, po złamaniu potęgi Złego, by wedle zamysłu Bożego doznał przemiany i doszedł do pełni doskonałości”.
 
Ten „opis” mówi — przynajmniej pośrednio — o Opatrzności, zarówno jako o odwiecznym planie Boga wobec stworzenia, jak o realizowaniu się tego planu w historii, a także jako o zbawczej i eschatologicznej celowości wszechświata, a zwłaszcza świata ludzkiego, wynikającej z „przeznaczenia w Chrystusie”, który jest ośrodkiem i podstawą wszystkich rzeczy. W ten sposób Gaudium et spes podejmuje i wyraża w innych słowach stwierdzenie dogmatyczne Soboru Watykańskiego I: „Wszystko, co Bóg stworzył, Opatrznością swoją zachowuje oraz kieruje, «sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią» (Mdr 8,1), «wszystko odkryte i odsłonięte jest przed Jego oczami» (Hbr 4,13), także to, co stanie się z wolnej inicjatywy stworzeń”. Właściwie już w samym punkcie wyjścia Gaudium et spes zarysowuje się bliski współczesnemu człowiekowi problem, który wiąże się ściśle z naszym tematem: „wzrost” królestwa Bożego a rozwój (ewolucja) świata. Przypomnijmy teraz w ogólnym zarysie to, co konstytucja mówi na ten temat, kładąc nacisk na jej podstawowe stwierdzenia.
 
W świecie widzialnym protagonistą rozwoju historycznego i kulturowego jest człowiek. Stworzony na obraz i podobieństwo Boga i podtrzymywany przez Niego w istnieniu, aby „panował” nad resztą stworzeń, człowiek poniekąd sam jest dla siebie „opatrznością”. „Aktywność ludzka, indywidualna i zbiorowa, czyli ów ogromny wysiłek, przez który ludzie starają się w ciągu wieków poprawić warunki swego bytowania, wzięty sam w sobie odpowiada zamierzeniu Bożemu. Człowiek bowiem, stworzony na obraz Boga, otrzymał polecenie, żeby rządził światem w sprawiedliwości i świętości, podporządkowując sobie ziemię ze wszystkim, co w niej jest, oraz żeby, uznając Boga za Stwórcę wszystkiego, odnosił do Niego siebie samego i wszystkie rzeczy, tak aby przez poddanie człowiekowi wszystkiego przedziwne było po całej ziemi imię Boże”.
 
Ten sam dokument w jednym z poprzednich rozdziałów stwierdza: „Nie myli się człowiek, gdy uważa się za wyższego od rzeczy cielesnych, a nie tylko za cząstkę przyrody lub za anonimowy składnik społeczności państwowej. Albowiem tym, co zawiera jego wnętrze, przerasta człowiek cały świat rzeczy, a wraca do tych wewnętrznych głębi, gdy zwraca się do swego serca, gdzie oczekuje go Bóg, który bada serce, i gdzie on sam pod okiem Boga decyduje o własnym losie”.
 
Rozwój świata zmierzający do ustanowienia porządku ekonomicznego i kulturowego, który będzie coraz pełniej odpowiadał wszystkim potrzebom ludzkim, wchodzi w zakres powołania człowieka do panowania nad światem. Stąd na równi z osiągnięciami również konkretne zdobycze cywilizacji naukowej i technicznej, jak też osiągnięcia kultury humanistycznej i „mądrości” wszystkich stuleci, zawierają się w sferze „opatrzności”, w której uczestniczy człowiek, aby realizować plan Boży w świecie. W tym świetle Sobór widzi i uznaje wartość i funkcję kultury i pracy w naszych czasach. Konstytucja Gaudium et spes opisuje w istocie nową sytuację kulturową i społeczną ludzkości, wyszczególniając jej cechy charakterystyczne i możliwości rozwoju, którego zawrotne tempo wzbudza podziw i nadzieję. Sobór uznaje wspaniałe osiągnięcia człowieka, które włącza w zakres planu i przykazania Boga i wiąże w Ewangelią braterstwa, głoszoną przez Jezusa Chrystusa: „Kiedy […] człowiek pracą rąk swoich lub przy pomocy umiejętności technicznych uprawia ziemię, aby przynosiła plony i stawała się godnym mieszkaniem dla całej rodziny ludzkiej, i kiedy świadomie uczestniczy w życiu grup społecznych, wykonuje on objawiony na początku dziejów zamysł Boży, że człowiek ma czynić ziemię sobie poddaną i doskonalić rzeczy stworzone; tym samym doskonali też samego siebie, a równocześnie wypełnia wielkie przykazanie Chrystusowe o oddawaniu się na służbę swym braciom”.
 
Sobór nie pomija jednak wielkich problemów związanych z rozwojem współczesnego człowieka w wymiarze osoby i wspólnoty równocześnie. Złudne byłoby mniemanie, że można nie zwracać na nie uwagi, tak jak błędem byłoby traktowanie ich w sposób niewłaściwy lub powierzchowny, trwając w absurdalnym przekonaniu, że niepotrzebne jest jakiekolwiek odniesienie do Opatrzności czy woli Bożej. Sobór mówi: „Za dni naszych rodzaj ludzki, przejęty podziwem dla swych wynalazków i swojej potęgi, często jednak roztrząsa niepokojące kwestie dotyczące dzisiejszej ewolucji świata, miejsca i zadania człowieka we wszechświecie, sensu jego wysiłku indywidualnego i zbiorowego, a wreszcie ostatecznego celu rzeczy i ludzi”. Następnie wyjaśnia: „Jak to bywa przy każdym kryzysie wzrostu, przemiana ta niesie z sobą niemałe trudności. I tak, rozpościerając tak szeroko swoją potęgę, człowiek nie zawsze potrafi wprząc ją w swoją służbę. Usiłując wniknąć głębiej w tajniki swego ducha, często okazuje się bardziej niepewnym samego siebie. Odkrywając krok za krokiem coraz jaśniej prawidła życia społecznego, waha się co do kierunku, jaki należałoby nadać temu życiu”.
 
Sobór mówi wyraźnie o „sprzecznościach i zakłóceniach równowagi”, które są wynikiem „szybkich, dokonujących się nieraz bezładnie przemian” w sytuacji społeczno-ekonomicznej, w obyczajach i kulturze, a także w myśleniu i świadomości człowieka, w rodzinie, w stosunkach społecznych, w stosunkach pomiędzy grupami, wspólnotami i narodami; przemian, które prowadzą do „wzajemnych nieufności i wrogości, konfliktów i udręk, których sam człowiek jest zarówno przyczyną, jak ofiarą”. Wreszcie Sobór dochodzi do sedna problemu stwierdzając: „Zakłócenia równowagi, na które cierpi dzisiejszy świat, […] wiążą się z bardziej podstawowym zachwianiem równowagi, które ma miejsce w sercu ludzkim”.
            Twierdzenie, że przypisywane sobie przez człowieka „panowanie nad światem” jest absolutne i radykalne i że można je urzeczywistniać bez żadnego odniesienia do Bożej Opatrzności, jest całkowicie nieuzasadnione w obliczu sytuacji, w jakiej żyje człowiek w świecie współczesnym. Przekonanie, że można zbudować swoje życie i ze świata uczynić królestwo szczęścia tylko przy pomocy własnych sił, jest próżnym i niebezpiecznym złudzeniem. Pokusie tej uległ współczesny człowiek, niepomny, że także cywilizacja industrialna i postindustrialna jest uzależniona od praw natury. Człowiek jednak łatwo ulega zaślepieniu przekonaniem o swojej samowystarczalności w stopniowym „opanowywaniu” sił natury, prowadzącym do zapomnienia o Bogu lub do zajęcia Jego miejsca. Przekonanie to przybiera dzisiaj w niektórych środowiskach postać manipulacji biologicznej, genetycznej, psychologicznej, która, jeśli nie kieruje się kryteriami prawa moralnego (czyli nie zmierza do realizacji królestwa Bożego), może przerodzić się w panowanie człowieka nad człowiekiem, pociągając za sobą tragiczne i żałosne konsekwencje. Sobór uznając wielkość, a zarazem ograniczenie współczesnego człowieka w słusznej autonomii rzeczy doczesnych, przypomina mu prawdę o Bożej Opatrzności, która wychodzi człowiekowi naprzeciw, ofiarowując mu wsparcie i pomoc. W takim związku z Bogiem Ojcem, Stworzycielem i Opatrznością, człowiek może stale odkrywać fundament swojego zbawienia.
 
11.06.1986 r.
 

W Chrystusie Odkupicielu Opatrzność Boża przezwycięża zło
 

    W poprzedniej katechezie staraliśmy się odpowiedzieć na pytanie o Bożą Opatrzność, nurtujące człowieka wszystkich epok w obliczu rzeczywistości zła i cierpienia. Słowo Boże oświeca nas stale w tym względzie, mówiąc, że „Mądrości [Bożej] zło nie przemoże” (Mdr 7,30) i że Bóg nie chce zła, ale dopuszcza jego istnienie w świecie z uwagi na wyższe cele. Dziś pragniemy zwrócić się do Jezusa Chrystusa, który w swej tajemnicy paschalnej daje pełną i kompletną odpowiedź na to dręczące człowieka pytanie.
 
Przede wszystkim zastanowimy się nad tym, że św. Paweł głosi Chrystusa ukrzyżowanego jako „moc Bożą i mądrość Bożą” (por. 1 Kor 1,24), w której zawiera się zbawienie dla wierzących. Jest to z pewnością moc przedziwna, jeśli objawia się w słabości i w poniżeniu: w męce i śmierci krzyżowej. Jest to też mądrość przedziwna, nieznana światu poza Objawieniem Bożym. W odwiecznym planie Bożym, a z kolei w opatrznościowym działaniu Bożym w dziejach człowieka, wszelkie zło, a w szczególności zło moralne — grzech — zostaje podporządkowane dobru odkupienia i zbawienia właśnie przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. Można powiedzieć, że w Nim Bóg wyprowadza dobro ze zła. Wyprowadza je poniekąd z samego zła grzechu, którym było cierpienie Niewinnego Baranka i jego straszliwa śmierć na krzyżu jako ofiara za grzechy świata. Liturgia Kościoła nie waha się tu mówić: o felix culpa.
 
Tak więc, na pytanie: jak pogodzić zło i cierpienie w świecie z prawdą o Opatrzności Bożej, nie możemy odpowiedzieć w sposób definitywny, nie odwołując się do Chrystusa. Z jednej strony bowiem Chrystus, Słowo Wcielone, potwierdza przez swoje życie w ubóstwie, w poniżeniu i trudzie, a zwłaszcza przez swoją mękę i śmierć, że Bóg jest z każdym człowiekiem w jego cierpieniu, że sam to wielorakie cierpienie ziemskiej egzystencji człowieka niejako przyjmuje na siebie. Równocześnie zaś Jezus Chrystus objawia, że to cierpienie posiada odkupieńczą i zbawczą wartość i moc: że w nim przygotowuje się właśnie owo „dziedzictwo niezniszczalne”, o jakim mówi św. Piotr w swoim Pierwszym Liście: „dziedzictwo, które jest zachowane dla nas w niebie” (por. 1 P 1,4). Prawda o Opatrzności zyskuje w ten sposób, poprzez „moc i mądrość” krzyża Chrystusowego, swe definitywne znaczenie eschatologiczne. Ostateczna odpowiedź na pytanie o zło i cierpienie w wymiarach ziemskiego bytowania człowieka zostaje udzielona w Objawieniu Bożym z perspektywy praedestinatio in Christo; z perspektywy powołania człowieka do życia wiecznego, do udziału w życiu samego Boga. Tę właśnie odpowiedź przyniósł Chrystus i potwierdził ją do końca swoim krzyżem i zmartwychwstaniem.
 
W taki sposób wszystko, również zło i cierpienie w świecie stworzonym, a zwłaszcza w dziejach człowieka, jest poddane owej niezgłębionej Mądrości, o której z uniesieniem pisze św. Paweł: „O głębokości bogactw mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi!” (Rz 11,33). Jest to bowiem w takim zbawczym całokształcie owa „Mądrość, której zło nie przemoże” (por. Mdr 7,30). Mądrość ta jest zaś pełna Miłości, „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16).
      O tej właśnie Mądrości, pełnej miłości i współczucia dla cierpiącego człowieka, mówią pisma apostolskie, pomagając strapionym wiernym w rozpoznaniu drogi łaski Bożej. Tak więc św. Piotr pisze do pierwszego pokolenia chrześcijan: „radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń”. I dodaje: „Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa” (1 P 1,6-7). To ostatnie zdanie nawiązuje do Starego Testamentu, w szczególności do Księgi Syracha, gdzie czytamy: „w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu — w piecu utrapienia” (2,5). Podejmując ten sam temat, św. Piotr pisze w dalszym ciągu swego Listu: „cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały” (1 P 4,13).
 
W podobnym sensie wypowiada się apostoł Jakub, gdy wzywa wiernych, by radośnie i wytrwale znosili wszelkie próby: „Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym” (Jk 1,2-4). Wreszcie św. Paweł w Liście do Rzymian porównuje cierpienia człowieka i świata do „bólów rodzenia” całego stworzenia, mówiąc przede wszystkim o „westchnieniach” tych, którzy posiadają „pierwsze dary Ducha” i oczekują ostatecznego przybrania za synów, czyli „odkupienia naszego ciała” (por. 8,22-23). Dodaje jednak: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28) i dalej: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (Rz 8,35). Kończąc zaś pisze: „jestem pewien, że ani śmierć, ani życie […], ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).
 
Obok ojcostwa Bożego ujawnionego w Opatrzności Bożej, pojawia się również Boża pedagogia: „Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? […] [Bóg] czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości” (Hbr 12,7.10).
 
Tak więc cierpienie, widziane oczyma wiary, chociaż jawi się jeszcze jako najbardziej mroczny aspekt losu człowieka na ziemi, to równocześnie odsłania tajemnicę Bożej Opatrzności, zakorzenioną w objawieniu Chrystusa, a zwłaszcza w Jego krzyżu i zmartwychwstaniu. Może się oczywiście zdarzyć, że na pytanie o zło i cierpienie w świecie stworzonym przez Boga człowiek nie znajduje odpowiedzi doraźnej, zwłaszcza gdy nie ma żywej wiary w tajemnicę paschalną Jezusa Chrystusa. Stopniowo, z pomocą wiary podsycanej modlitwą odsłania się prawdziwy sens cierpienia, którego każdy człowiek doświadcza w tym życiu. Dzieje się tak za sprawą słowa Bożego Objawienia i „nauki krzyża” (por. 1 Kor 1,18) Chrystusa, który jest „mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1,24). Sobór Watykański II mówi: „Przez Chrystusa […] i w Chrystusie rozjaśnia się zagadka (aenigma) cierpienia i śmierci, która przygniata nas poza Jego Ewangelią”. Odnajdując przez wiarę tę moc i tę „mądrość”, znajdujemy się na zbawczych drogach Bożej Opatrzności. Potwierdza się wówczas znaczenie słów Psalmisty: „Pan jest moim pasterzem […]. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23 [22],1.4). Opatrzność Boża oznacza zatem to, że Bóg towarzyszy człowiekowi na jego drodze.
 
Tak więc prawda o Opatrzności, która u swoich podstaw związana jest z tajemnicą Stworzenia, musi być jednak odczytywana w kontekście całego Objawienia, w kontekście całego Credo. W sposób organiczny wchodzi w prawdę o Opatrzności objawienie przeznaczenia (praedestinatio) człowieka i świata w Chrystusie, objawienie całej zbawczej ekonomii oraz jej urzeczywistnianie się w dziejach. Prawda o Opatrzności Bożej jest też najściślej związana z prawdą o królestwie Bożym i stąd kluczowe znaczenie posiadają słowa Chrystusa, wypowiedziane w bezpośrednim związku z Jego nauką o Opatrzności: „Starajcie się naprzód o królestwo «Boga» i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33; por. Łk 12,31). Prawda o Bożej Opatrzności, czyli o transcendentnym władaniu Boga stworzonym światem, staje się zrozumiała w świetle prawdy o królestwie Bożym, o tym królestwie, jakie Bóg odwiecznie zamierzył urzeczywistnić w stworzonym świecie na gruncie przeznaczenia w Chrystusie: w Tym, który jest „Pierworodnym całego stworzenia” (por. Kol 1,15).
 
4.06.1986 r.
 

Opatrzność Boża, a obecność zła i cierpienia w świecie

 
           Powróćmy dzisiaj raz jeszcze do tych słów z Pierwszego Listu św. Piotra, do których odwołaliśmy się przy końcu poprzedniej katechezy.
 
„Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. […] Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu” (1 P 1,3-4.6-7).
 
Można z tych słów wywnioskować, że prawda objawiona o „przeznaczeniu”, jakie świat stworzony, a nade wszystko człowiek ma w Chrystusie (praedestinatio in Christo), stanowi ostateczną i nieodzowną podstawę rozważań na temat stosunku, jaki zachodzi pomiędzy Opatrznością Bożą a rzeczywistością zła w świecie, w szczególności zaś cierpienia pod tylu różnymi postaciami.
 
Trzeba od razu stwierdzić, iż rzeczywistość zła i cierpienia stanowi główną trudność w przyjęciu prawdy o Bożej Opatrzności. Trudność ta przybiera w pewnych wypadkach postać radykalną, kiedy ktoś wręcz oskarża Boga z powodu zła i cierpienia, jakie jest w świecie, a oskarżenie to prowadzi nieraz do odrzucenia samej prawdy o Bogu i Jego istnieniu (czyli do ateizmu). W postaci mniej radykalnej, nie mniej jednak głębokiej, trudność ta wyraża się poprzez krytyczne pytania, jakie człowiek kieruje pod adresem Boga. Wątpliwości, pytania, czy jawna kontestacja biorą się stąd, że trudno jest pogodzić z sobą Opatrzność Bożą, ową ojcowską troskę o świat stworzony, oraz rzeczywistość zła i cierpienia na różne sposoby doświadczanego przez ludzi.
 
Należy dodać, iż rzeczywistość ta jest w całej pełni obecna na kartach Pisma Świętego. Można wręcz powiedzieć, że Biblia jest między innymi również wielką księgą o cierpieniu. Tak więc cierpienie wchodzi całkowicie w kontekst wszystkiego, co Bóg chciał powiedzieć ludzkości „wielokrotnie przez proroków, a na końcu przez Syna” (por. Hbr 1,1); wchodzi w kontekst samoobjawienia się Boga oraz w kontekst Ewangelii: Dobrej Nowiny zbawienia. Stąd też jedyna metoda, właściwa i adekwatna, przy szukaniu odpowiedzi na pytanie o zło i cierpienie w świecie, może być tylko taka: szukać jej w kontekście objawienia zawartego w Słowie Bożym.
 
Sama w sobie rzeczywistość zła i cierpienia jest wieloraka. Powszechnie odróżnia się zło w znaczeniu fizycznym od zła w znaczeniu moralnym. Zło moralne różni się od zła fizycznego przede wszystkim przez to, że jest ono zawinione, że jest zależne od wolnej woli człowieka. Jest to zło natury duchowej. Jeśli odróżnia się od niego zło fizyczne, to również i z tej racji, że to drugie nie musi być zależne wprost od woli człowieka, nie znaczy to jednak, ażeby nie mogło być przez niego spowodowane, czy nawet zawinione. Istnieje wiele różnorodnych odmian zła fizycznego, które człowiek spowodował czasem przez swoją niewiedzę czy nieostrożność, czasem jednak przez zaniedbanie właściwych działań lub wręcz poprzez działanie niewłaściwe, szkodliwe. Poza tym jednak istnieją różne wypadki zła fizycznego, które zachodzi w świecie niezależnie od działania człowieka. Wystarczy wspomnieć choćby różne klęski czy katastrofy naturalne, a także odmiany kalectwa czy też schorzeń somatycznych bądź psychicznych, nie zawinione przez człowieka.
 
Cierpienie łączy się z doświadczeniem tych różnych i wielorakich odmian zła. Bywa ono w pewnej mierze także udziałem zwierząt jako istot obdarzonych czuciem zmysłowym, ale dopiero w człowieku osiąga właściwy mu wymiar duchowy. Można powiedzieć, że człowiek cierpi wewnętrznie, świadomie, że doświadcza cierpienia w skali całej swojej istoty, na miarę swych zdolności do działania i reagowania, do odbioru i odrzucania pewnych wrażeń. Wobec tak okrutnego doświadczenia, a w szczególności wobec cierpienia niezawinionego, człowiek stawia owe trudne, głębokie, nieraz dramatyczne pytania, które niosą w sobie czasem oskarżenie, czasem wyzwanie, a czasem zaś są odrzuceniem Boga i Jego Opatrzności. Te pytania i problemy można ująć w następujący sposób: jak pogodzić zło i cierpienie z ową pełną miłości troską ojcowską Boga, o jakiej mówi Chrystus w Ewangelii? Jak pogodzić je z transcendentną Mądrością Stwórcy oraz z Jego wszechmocą? A w sposób bardziej dialektyczny: czy możemy, wobec całego doświadczenia zła w świecie, a zwłaszcza wobec cierpienia niewinnych, powiedzieć, że Bóg nie chce zła? A jeżeli go chce, jak możemy wierzyć, że jest Miłością? Tym bardziej, jeżeli Miłość ta jest wszechmocna?
 
Wobec tych pytań także i my — podobnie jak Hiob — zdajemy sobie sprawę, jak trudno jest dać na nie odpowiedź. Szukamy jej z pokorą i ufnością nie w nas samych, lecz w słowo Boże. Już w Starym Testamencie znajdujemy przejmujące i doniosłe stwierdzenie: „Mądrości zło nie przemoże. Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią” (Mdr 7,30-8,1). Wobec wielorakiego doświadczenia zła i cierpienia w świecie już Stary Testament daje świadectwo prymatu Mądrości i dobroci Bożej, prymatu Jego Opatrzności. Może najpełniej zarysowało się to w Księdze Hioba, która w całości poświęcona jest tematyce zła i cierpienia, przejawiających się w straszliwych czasem próbach, z których człowiek sprawiedliwy wychodzi zwycięsko dzięki zdobytej z trudem pewności, że Bóg jest dobry. Dostrzegalna w Księdze Hioba świadomość ograniczeń i marności rzeczy stworzonych prowadzi do wniosku, że pewne odmiany „zła” fizycznego (tj. braku czy ograniczenia dobra) należą do samej struktury bytów stworzonych, które z natury swojej są niekonieczne i przemijające, a więc zniszczalne. Wiemy ponadto, że byty materialne pozostają z sobą w ścisłej współzależności, o czym mówi antyczne adagium: „śmierć jednego jest życiem drugiego” (corruptio unius est generatio alterius). Tak więc w jakiejś mierze i śmierć służy życiu. Odnosi się to i do człowieka, o ile jest on istotą równocześnie zwierzęcą i duchową, śmiertelną i nieśmiertelną. Znamienne są jednak w tym względzie słowa św. Pawła, które otwierają przed nami jeszcze szersze horyzonty: „chociaż […] niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień” (2 Kor 4,16). I dalej: „Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku” (tamże, 4,17).
 
Kiedy więc Pismo Święte zapewnia: „Mądrości zło nie przemoże” (Mdr 7,30), umacnia w nas przekonanie, że w opatrznościowym planie Stwórcy wobec świata, zło ostatecznie jest jednak podporządkowane dobru. W kontekście integralnej prawdy o Bożej Opatrzności łatwiej dokonać rozróżnienia pomiędzy twierdzeniem: „Bóg nie chce zła samego w sobie” a twierdzeniem „Bóg dopuszcza zło”. Co do pierwszego zdania warto przytoczyć raz jeszcze słowa z Księgi Mądrości: „śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było” (Mdr 1,13-14). Jeśli zaś chodzi o dopuszczanie zła w porządku fizycznym, np. tego, że byty materialne (w tym również i ciało ludzkie) niszczeją i ulegają śmierci, trzeba powiedzieć, że należy to do samej istotowej struktury tych bytów. Czyż byłoby do pomyślenia przy dzisiejszym stanie świata materialnego nieograniczone utrzymywanie się w istnieniu każdej jednostkowej istoty cielesnej? Staje się więc zrozumiałe to, że „Bóg śmierci nie uczynił”, jak głosi Księga Mądrości, a jednak ją dopuszcza, a dopuszczając, ma na względzie całościowe dobro materialnego wszechświata, które w jego obrębie jest osiągalne. Jest to oczywiście dobro względne, jak i sam byt materialny jest bytem względnym, przygodnym, istniejącym w sposób niekonieczny — nie zaś bytem koniecznym, czyli bezwzględnym (absolutem).
 
Jeśli z kolei chodzi o zło moralne, czyli grzech i winę pod różnymi postaciami i z różnymi konsekwencjami, również w porządku fizycznym, to tego zła Bóg stanowczo i bezwzględnie nie chce. Zło moralne jest całkowicie przeciwne woli Boga. Jeżeli w dziejach człowieka i świata to zło w rzeczywistości jest obecne — owszem, czasem zdaje się przemożne — jeśli poniekąd ma swoją historię, to ze strony Bożej Opatrzności zostaje ono dopuszczone ze względu na to, że Bóg chce, aby w świecie stworzonym istniała wolność. Istnienie wolności stworzonej (a więc istnienie człowieka, istnienie czystych duchów, jak aniołowie, o których mówić będziemy w późniejszym czasie), jest nieodzowne dla tej pełni stworzenia, jaka odpowiada odwiecznemu planowi Boga (o czym była już mowa w jednej z poprzednich katechez). Ze względu na pełnię dobra, jaką Bóg chce urzeczywistnić w stworzeniu, bardziej podstawową rzeczą jest istnienie istot wolnych niż to, że owe istoty mogą swojej wolności użyć wbrew Stwórcy, czyli że wolność pociągnie za sobą zło moralne. W tym znaczeniu wiara chrześcijańska przyjmuje, że Bóg dopuszcza zło moralne.
 
Wielkie jest niewątpliwie światło, jakiego dostarcza nam rozum i Objawienie w dziedzinie tajemnicy Bożej Opatrzności, która nie chce zła, lecz dopuszcza jego istnienie, mając na względzie wyższe dobro. Ale źródłem światła ostatecznego może być tylko zwycięski krzyż Chrystusa. Temu krzyżowi poświęcimy naszą przyszłą katechezę.
 
28.05.1986 r.

Opatrzność Boża, a tajemnica przeznaczenia: przeznaczenie człowieka
i świata w Chrystusie

     W duszy człowieka nieustannie pojawia się pytanie o własny los. To wielkie i trudne pytanie ma charakter decydujący: „co będzie ze mną w przyszłości?” Istnieje przy tym ryzyko, że złe odpowiedzi mogą prowadzić do fatalizmu, rozpaczy, a także do pychy i ślepej pewności siebie. „Głupcze, jeszcze tej nocy umrzesz” — ostrzega Bóg (por. Łk 12,20). Właśnie tutaj ujawnia się niewyczerpana łaska Bożej Opatrzności. To Jezus wnosi tu istotne światło. On bowiem, mówiąc w Kazaniu na górze o Opatrzności Bożej, kończy je wezwaniem: „Starajcie się naprzód o królestwo «Boga» i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33; por. także Łk 12,31). Podczas ostatniej katechezy zastanawialiśmy się nad głębokim związkiem, jaki zachodzi pomiędzy Opatrznością Bożą a ludzką wolnością. Właśnie do człowieka, stworzonego na obraz Boga, są zaadresowane słowa o królestwie Bożym i o potrzebie szukania tego królestwa nade wszystko.
Ta właśnie więź pomiędzy Opatrznością a tajemnicą królestwa Bożego, które ma urzeczywistniać się w świecie stworzonym, zwraca naszą myśl do prawdy o przeznaczeniu człowieka, o jego predestynacji w Chrystusie (praedestinatio in Christo). Przeznaczenie człowieka i świata w Chrystusie, przedwiecznym Synu Ojca, nadaje całej nauce o Opatrzności Bożej zdecydowany rys soteriologiczny i eschatologiczny zarazem. Sam Boski Nauczyciel mówi o tym w rozmowie z Nikodemem: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).
Powyższe słowa Jezusa stanowią sam rdzeń nauki apostolskiej o przeznaczeniu, zawartej zwłaszcza w Listach świętych Piotra i Pawła.
Czytamy więc w Liście do Efezjan: „Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa […] w Nim […] wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski” (1,3-6).
Słowa powyższe w sposób źródłowy i autorytatywny tłumaczą, na czym polega to, co w języku chrześcijańskim określamy słowem „przeznaczenie” (łacińskie praedestinatio). Jest bowiem rzeczą ważną, aby słowo to uwolnić od znaczeń błędnych czy też niewłaściwych i nieistotnych, jakie w obiegowym użyciu bywają z nim wiązane: „przeznaczenie” jako synonim „ślepego losu” (fatum), lub kapryśny „gniew” jakiegoś zazdrosnego bóstwa. W objawieniu Bożym wyraz „przeznaczenie” oznacza odwieczny wybór Boga, wybór ojcowski, rozumny i słuszny, wybór miłości.
Wybór ten oraz związane z nim postanowienie, czyli plan stworzenia i odkupienia, należy do życia wewnętrznego Przenajświętszej Trójcy: jest dokonany odwiecznie przez Ojca wraz z Synem w Duchu Świętym. Wybór ten wyprzedza — jak mówi św. Paweł — stworzenie świata („przed założeniem świata”, Ef 1,4) i człowieka w świecie. Zanim człowiek zostaje stworzony, naprzód zostaje przez Boga „wybrany”. Jest to wybranie w przedwiecznym Synu („w Nim”, Ef 1,4), czyli w Słowie przedwiecznego Rozumu. Człowiek zostaje więc wybrany w Synu do synostwa Bożego przybrania. Na tym polega sama istota tajemnicy przeznaczenia, w której objawia się przedwieczna miłość Ojca: „Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1,4-5). W przeznaczeniu zawiera się więc odwieczne powołanie człowieka do uczestnictwa w samej Bożej naturze. Jest to powołanie do świętości przez łaskę Bożego usynowienia: „abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4).
W takim znaczeniu przeznaczenie wyprzedza „założenie świata”, czyli stworzenie. Co więcej, stworzenie urzeczywistnia się w perspektywie takiego przeznaczenia człowieka. Posługując się w odniesieniu do życia Bożego terminami ludzkiego, doczesnego języka, możemy powiedzieć, że Bóg „najpierw” chce udzielać się w swoim bóstwie człowiekowi, który ma być w świecie stworzonym Jego obrazem i podobieństwem; „najpierw” wybiera go w przedwiecznym i współistotnym Synu do uczestniczenia w Jego synostwie (przez łaskę), a „potem” dopiero („z kolei”) chce stworzenia, chce świata, do którego człowiek ma przynależeć. W ten sposób tajemnica przeznaczenia wchodzi niejako „organicznie” w cały porządek Bożej Opatrzności. Urzeczywistnianie tego właśnie zamiaru otwiera przed nami perspektywę królestwa Bożego; wprowadza nas niejako w samo centrum tego królestwa, które wyznacza ostateczną celowość stworzenia.
Czytamy w Liście do Kolosan: „Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie — odpuszczenie grzechów” (1,11-14). Królestwo Boże, jako skutek realizacji odwiecznego przeznaczenia Trójjedynego Boga, jest królestwem „umiłowanego Syna” w szczególności dlatego, że za Jego sprawą dokonało się „odkupienie” i „odpuszczenie grzechów”. Słowa Apostoła zakładają już w tym wypadku „grzech” człowieka. W tym kontekście przeznaczenie, czyli przybranie za synów w przedwiecznym Synu, dokonuje się już nie tylko w relacji do stworzenia świata i człowieka w świecie, ale w relacji do odkupienia, dokonanego przez tegoż Syna, Jezusa Chrystusa. Odkupienie staje się wyrazem Opatrzności, czyli owego troskliwego władania Boga jako Ojca, w szczególności względem stworzenia obdarzonego wolnością.
W Liście do Kolosan znajdujemy dogłębne powiązanie prawdy o „przeznaczeniu w Chrystusie” z prawdą o „stworzeniu w Chrystusie”. „On [bowiem] — pisze Apostoł — jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone” (1,15-16). Tak więc, stworzony w Chrystusie, przedwiecznym Synu, świat nosi w sobie od początku opatrznościowy zadatek owego przeznaczenia w Chrystusie, z którym łączy się spełnienie celowości świata, czyli eschatologiczne spełnienie ostatecznego zbawienia świata, a przede wszystkim człowieka. „Zechciał bowiem [Bóg], aby w Nim zamieszkała cała Pełnia” (tamże, 1,19). Spełnienie celowości świata, a w szczególności człowieka, dokonuje się właśnie za sprawą tej Pełni, która jest w Chrystusie. Chrystus sam jest tą Pełnią. W Nim samym wypełnia się poniekąd owa celowość świata, wedle której Opatrzność Boża strzeże dziejów świata, a w szczególności człowieka w świecie, jego życia, jego dziejów, i kieruje nimi.
Staje się w ten sposób zrozumiały inny podstawowy aspekt Bożej Opatrzności: jej celowość zbawcza. Bóg bowiem „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4). W tym kontekście wypada nam wyjść poza naturalistyczną koncepcję Opatrzności, rozumianej wyłącznie jako kierowanie światem natury albo też zachowaniami naturalnej moralności. Opatrzność Boża wyraża się w osiąganiu tej celowości, która odpowiada odwiecznemu Planowi zbawienia. W tym procesie, za sprawą „Pełni Chrystusa”, w Nim i przez Niego zostaje również przezwyciężony grzech, który zasadniczo się sprzeciwia zbawczej celowości świata, sprzeciwia się owemu ostatecznemu spełnieniu, jakie świat i człowiek znajduje w Bogu. Tam więc, gdzie Apostoł pisze o Pełni, jaka zamieszkała w Chrystusie, pisze równocześnie: „Zechciał bowiem [Bóg] […] przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego — i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1,19-20).
Na tle tych rozważań, zaczerpniętych z Listów św. Pawła, staje się na nowo zrozumiałe owo wezwanie Chrystusa, które skierował do swych słuchaczy, mówiąc o wszechogarniającej Opatrzności Ojca niebieskiego (por. Mt 6,23-34; Łk 12,22-31). powiedział wówczas: „Szukajcie naprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, a to wszystko będzie wam przydane” (por. Mt 6,33; Łk 12,31). Mówiąc „naprzód”, chciał poniekąd wskazać na to, czego sam Bóg chce „naprzód”, co jest pierwszym Jego zamiarem w stworzeniu świata i równocześnie ostatecznym celem tego świata. Jest to „królestwo Boże i Jego sprawiedliwość” (sprawiedliwość Boga samego). Świat cały został stworzony z myślą o tym królestwie. Został stworzony, ażeby ono się spełniło w człowieku i w jego dziejach. Ażeby poprzez to „królestwo” i tę „sprawiedliwość” spełniło się owo przedwieczne przeznaczenie, jakie świat i człowiek mają w Chrystusie.
Pawłowa wizja przeznaczenia znajduje potwierdzenie w słowach św. Piotra: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym” (1 P 1,3-5).
Zaprawdę, „niech będzie błogosławiony Bóg” za to, że objawia nam swoją Opatrzność, która — niestrudzona i pełna troski — działa dla naszego zbawienia. Owo niestrudzone działanie będzie trwało aż do nadejścia „czasów ostatecznych”, kiedy pierwotne „przeznaczenie w Chrystusie” wypełni się w sposób definitywny przez zmartwychwstanie w Jezusie Chrystusie, który jest „Alfą i Omegą” naszego ludzkiego losu (por. Ap 1,8).


21.05.1986 r.
Opatrzność Boża, a wolność człowieka

W naszych rozważaniach nad tajemnicą Bożej Opatrzności stajemy często wobec pytania: jeśli Bóg jest obecny we wszystkim i we wszystkim działa, czy człowiek może być wolny? A przede wszystkim: jakie jest znaczenie i rola jego wolności? I jak rozumieć, w świetle Opatrzności Bożej, grzech — ów gorzki owoc błędnie pojętej wolności?
Przeczytajmy raz jeszcze uroczyste orzeczenie Vaticanum I: „Wszystko, co Bóg stworzył, Opatrznością swoją zachowuje oraz kieruje, «sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią» (por. Mdr 8,1). «Wszystko odkryte i odsłonięte jest przed Jego oczami» (Hbr 4,13), także to, co stanie się z wolnej inicjatywy stworzeń”.
Tajemnica Bożej Opatrzności wpisana jest głęboko w całe dzieło stworzenia. Jako wyraz odwiecznej Mądrości Boga, wyprzedza ona dzieło stworzenia, z kolei zaś jako wyraz Jego odwiecznej mocy, potwierdza je i urzeczywistnia oraz sama niejako się w nim realizuje. Jest Opatrznością transcendentną, ale równocześnie immanentną wobec rzeczy, wszystkich rzeczy. Odnosi się to — według wyżej przytoczonych słów Soboru — przede wszystkim do stworzeń obdarzonych rozumem i wolną wolą.
Ogarniając wszystko, co stworzone, fortiter et suaviter, Opatrzność obejmuje w sposób szczególny to, co stworzone na obraz i podobieństwo Boga. Te stworzenia, z racji udzielonej im przez Stwórcę wolności, posiadają przywilej „autonomii bytów stworzonych”, w znaczeniu, o jakim mówi Sobór Watykański II. Odnosi się to do stworzonych istot czysto duchowych, o których osobno jeszcze będzie mowa. Tworzą one świat niewidzialny. W obrębie świata widzialnego przedmiotem szczególnej uwagi ze strony Opatrzności Bożej jest człowiek, który — jak głosi Vaticanum II — jest „jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego” i właśnie dlatego „nie może [on] odnaleźć siebie w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”.
Fakt, że świat widzialny został ukoronowany stworzeniem człowieka, otwiera przed nami zupełnie nowe perspektywy w głębi tajemnicy Bożej Opatrzności. Zwraca na to uwagę orzeczenie dogmatyczne Soboru Watykańskiego I, gdy podkreśla, że w oczach Bożej mądrości i wiedzy wszystko pozostaje „odsłonięte” (aperta), niejako „nagie” (nuda), również i to, co ma być spełnione w oparciu o wolność stworzenia rozumnego: to, co ma stać się wynikiem świadomego i wolnego wyboru oraz rozstrzygnięcia człowieka. Również w stosunku do tej sfery Opatrzność Boża zachowuje swoją stwórczą nadrzędność i przyczynowość. Jest to transcendentna nadrzędność Mądrości miłującej, która kierując się tą miłością działa potężnie i z dobrocią, a więc Opatrzność, która troskliwie i po ojcowsku kieruje, wspiera i prowadzi do celu własne, tak bogato obdarowane stworzenie, respektując jego wolność.
W tym wymiarze, w którym odwieczny plan Boży w stosunku do stworzonego wszechświata spotyka się z wolnością człowieka, zarysowuje się niewątpliwie tajemnica równie niepojęta, jak godna uwielbienia. Jest to tajemnica związku, jaki zachodzi przede wszystkim na płaszczyźnie ontologicznej, a następnie psychologicznej — pomiędzy działaniem Boga a ludzkim samostanowieniem. Wiemy, że ta wolność decyzji zawiera się w naturalnym dynamizmie rozumnego stworzenia. Wiemy także z doświadczenia, że choć zraniona i słaba, wolność człowieka jest prawdziwa. Mówiąc o jej związku z przyczynowością Bożą wypada przypomnieć, co na temat Opatrzności jako wyrazu Mądrości Bożej, która porządkuje wszystkie rzeczy według ich wewnętrznego celu, mówi św. Tomasz z Akwinu: ratio ordinis rerum in finem — „rozumne uporządkowanie rzeczy według ich celu”. Wszystko, co Bóg stwarza, zostaje wprowadzone w orbitę tej właśnie celowości i w ten sposób staje się też przedmiotem Bożej Opatrzności. W człowieku — obrazie Bożym — całe stworzenie widzialne ma niejako przybliżyć się do Boga, odnajdując w ten sposób drogę swego ostatecznego spełnienia. Jest to myśl m.in. św. Ireneusza, która znalazła swój oddźwięk w nauce Soboru Watykańskiego II na temat rozwoju świata za sprawą człowieka. Prawdziwy rozwój, czyli postęp, jaki za sprawą człowieka winien się urzeczywistniać w świecie, powinien mieć charakter nie tylko „techniczny”, ale nade wszystko „etyczny”, aby przybliżać spełnienie się królestwa Bożego w świecie stworzonym.
Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boże, jest tym jedynym stworzeniem widzialnym, które Stwórca „chciał dla niego samego”. Jest więc człowiek — w obrębie świata poddanego transcendentnej Bożej Mądrości i Mocy — istotą, która równocześnie sama dla siebie jest celem: posiada jako osoba swoją celowość (autoteleologí), na gruncie której dąży do samospełnienia. Wszystko to zostało człowiekowi dane przez Stwórcę, zostało mu równocześnie przez Stwórcę zadane. W tej postaci człowiek zostaje objęty tajemnicą Bożej Opatrzności.
    Czytamy w Księdze Syracha: „Pan stworzył człowieka z ziemi […] dał im władzę nad tym wszystkim, co jest na niej. […] Dał im wolną wolę, język i oczy, uszy i serce zdolne do myślenia. Napełnił ich wiedzą i rozumem, o złu i dobru ich pouczył. Położył oko swoje w ich sercu, aby im pokazać wielkość swoich dzieł. […] Dodał im wiedzy i prawo życia dał im w dziedzictwo” (17,1-2,6-8.11).
Z takim, rzec można, wyposażeniem „bytowym” wyrusza człowiek w swoją drogę pośród świata. Zaczyna pisać własną historię. Opatrzność Boża towarzyszy tej drodze. Czytamy dalej w Księdze Syracha: „Przed Nim [Bogiem] są zawsze ich drogi, nie skryją się przed Jego oczami. […] Wszystko, co czynią, jest przed Nim jak słońce, a oczy Jego są ustawicznie na ich drogach” (17,15.19).
Na innym miejscu Psalmista da przejmujący wyraz tej samej prawdzie, pisząc: „Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza, tam również Twa ręka będzie mnie wiodła, i podtrzyma mnie Twoja prawica dobrze znasz moją duszę, nie tajna Ci moja istota” (Ps 139 [138],9-10.14-15).
W ten sposób Opatrzność Boża jest obecna w dziejach człowieka, obecna w dziejach ludzkiej myśli i ludzkiej wolności, w dziejach serc i sumień. W człowieku i wraz z człowiekiem Opatrzność uzyskuje swój wymiar „historyczny”, to znaczy dostosowuje się do tempa i zasad rozwoju ludzkiej natury, a równocześnie pozostaje niezmieniona i niezmienna we władczej transcendencji swego niezmiennego istnienia. Opatrzność jest odwieczną Obecnością w dziejach człowieka — zarówno osoby, jak też i wspólnot. Dzieje narodów i całej ludzkości toczą się pod „okiem” Boga, poddane Jego wszechmocnemu działaniu. Jeśli wszystkiego, co zostało stworzone, Opatrzność „strzeże” i wszystkim kieruje, to wobec istot rozumnych i wolnych owa pełna ojcowskiej troski władza Boża oznacza równocześnie pełne poszanowanie wolności, poprzez którą Stwórca wyraził w świecie stworzonym obraz i podobieństwo swojej własnej, Bożej Istoty, swojej Bożej Wolności.
To poszanowanie wolności stworzonej jest tak zasadnicze, że Bóg dopuszcza w swej Opatrzności również grzech człowieka (i anioła). Rozumne stworzenie, wyniesione ponad wszystkie inne, ale zawsze ograniczone i niedoskonałe, może źle użyć swej wolności, może jej użyć wbrew Bogu i Stwórcy. Księga Syracha wypowiada się również na ten dręczący ludzki umysł temat: „On [Bóg] na początku stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania. Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania: a dochować wierności jest «Jego» upodobaniem. Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane. Ponieważ wielka jest mądrość Pana, potężny jest władzą i widzi wszystko. Oczy Jego patrzą na bojących się Go — On sam poznaje każdy czyn człowieka. Nikomu On nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (15,14-20).
„Kto jednak dostrzega swoje błędy?” — pyta Psalmista (Ps 19 [18],13). A przecież Opatrzność Boża rzuca światło nawet na to niesłychane uchybienie człowieka, abyśmy nauczyli się go nie popełniać.
W świecie, w którym został stworzony człowiek jako istota rozumna i wolna, grzech nie tylko był możliwy, ale też „od początku” okazał się rzeczywistością. Grzech jest tym, co najgłębiej sprzeciwia się Bogu, tym, czego Bóg stanowczo — absolutnie — nie chce. A jednak dopuścił grzech, stwarzając istoty wolne, stwarzając człowieka. Dopuścił grzech jako skutek źle użytej wolności stworzonej. Tak więc dla odwiecznej transcendencji Mądrości Bożej — z punktu widzenia celowości całego stworzenia — ważniejsze było, aby w świecie stworzonym była obecna wolność, nawet z możliwością złego jej użycia, niż aby świat był pozbawiony tej wolności, co wykluczyłoby jakąkolwiek możliwość grzechu.
Równocześnie zaś Opatrzność Boża jako miłująca troskliwość Ojca, dopuszczając grzech w stworzonym świecie, przewidziała odwiecznie drogi naprawy i odkupienia, usprawiedliwienia i zbawienia przez Miłość. Wolność bowiem jest dla miłości — bez wolności miłość nie jest możliwa. W walce dobra ze złem, grzechu z odkupieniem ostatnie słowo należy do miłości.

 
14.05.1986 r.
 

Opatrzność Boża: transcendentna mądrość miłująca
 
         
 Na powtarzające się i czasem pełne wątpliwości pytanie o to, czy i w jaki sposób Bóg jest dzisiaj obecny w świecie, wiara chrześcijańska odpowiada jasno i z niezachwianym przekonaniem: „wszystko, co Bóg stworzył, Opatrznością swoją zachowuje oraz kieruje”. W takich to zwięzłych słowach ujmuje Sobór Watykański I objawioną naukę o Opatrzności Bożej. Wedle Objawienia, którego bogaty wyraz znajdujemy w Starym i Nowym Testamencie, w pojęciu Bożej Opatrzności zawierają się te dwa elementy: element troski („zachowuje”), a równocześnie element władzy („kieruje”). Te dwa elementy wzajemnie się przenikają. Bóg jako Stwórca posiada w stosunku do całego stworzenia władzę najwyższą (dominium altum) — określenie analogiczne do suwerennej władzy władców ziemskich. Wszystko bowiem, co stworzone, z racji samego stworzenia należy do Boga jako Stwórcy. Konsekwentnie więc od Niego też zależy. Poniekąd bardziej jest „Boże”, a później „swoje”. Zachodzi to w sposób tak radykalny i całkowity, że zdecydowanie przerasta każdą analogiczną zależność między władcą a poddanymi na ziemi.
 
           Władza Stworzyciela („kieruje”) wyraża się jako troska Ojca („zachowuje”). W tym zawiera się niejako sam rdzeń prawdy o Bożej Opatrzności. Tę samą prawdę oddaje Pismo Święte przy pomocy innego jeszcze porównania, gdy głosi: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego” (Ps 23 [22],1). Jakże wspaniały to obraz! W starożytnych symbolach wiary i w tradycji chrześcijańskiej pierwszych wieków wyrażano prawdę o Opatrzności, mówiąc o Bogu Omnitenens, co jest odpowiednikiem greckiego Pantokrator. Jednakże to miano nie zawiera w sobie owego bogactwa i piękna biblijnego Pasterza, jakie oddaje prawda objawiona. Opatrzność Boża jest bowiem „władzą pełną troski”, odpowiada zaś odwiecznemu planowi mądrości i miłości w kierowaniu światem stworzonym, a w szczególności „losami ludzkiej wspólnoty”. Owa „troskliwa władza” Bożej Opatrzności jest z jednej strony pełna mocy, równocześnie zaś pełna dobroci. Wedle wyrażenia Księgi Mądrości przytoczonego w tekście Soboru Watykańskiego I: „z mocą (fortiter) i pełnią dobroci (suaviter) sięga od krańca do krańca” (por. Mdr 8,1), czyli ogarnia, wspiera, strzeże i — według innego porównania biblijnego — karmi niejako wszystko, co stworzone.
 
           W tym samym duchu wypowiada się Księga Hioba: „Wielki jest Bóg w swej wszechmocy, któż takim mistrzem jak On? […] On krople wody podnosi i mgłę na deszcz skrapla, one płyną z nieba wysoko, obficie spływają na ludzi. […] Tak utrzymuje ludzi i żywność im daje obficie” (36,22.27-28.31). „Blask Jego chmury rozpędza słońce rozprasza obłoki. […] Wszystkie nakazy [wykona] na całej powierzchni ziemi” (tamże, 37,11-12). Podobnie Księga Syracha: „Rozkazem swoim rzuca On błyskawice i szybko wysyła pioruny, sługi swego sądu” (43,13). Psalmista zaś wysławia „potęgę”, „wielką dobroć” i „wspaniałą chwałę” Boga, który swym miłosierdziem „ogarnia wszystkie dzieła”. Potem mówi: „Oczy wszystkich oczekują Ciebie, Ty zaś dajesz im pokarm we właściwym czasie. Ty otwierasz swą rękę i wszystko, co żyje, nasycasz do woli” (Ps 145 [144],5.6.7.15-16). I dalej: „Każesz rosnąć trawie dla bydła i roślinom, by człowiekowi służyły, aby z roli dobywał chleb i wino, co rozwesela serce ludzkie, by rozpogadzać twarze oliwą, by serce ludzkie chleb krzepił” (Ps 104 [103],14-15).
 
Pismo Święte w wielu miejscach sławi Opatrzność Bożą jako najwyższą władzę nad światem, która — pełna troski o wszystkie stworzenia, a w szczególności o człowieka — posługuje się sprawczą mocą przyczyn stworzonych. W tym właśnie przejawia się stwórcza, a zarazem władczo przewidująca Mądrość Boga, analogiczna do istotnego przymiotu ludzkiego, jakim jest roztropność. Albowiem Bóg, który przewyższa wszystko, co stworzone, równocześnie sprawia, że stworzony świat przedstawia ów wspaniały ład, który można stwierdzić zarówno w makro-, jak i w mikrokosmosie. To właśnie Opatrzność, jako transcendentna Mądrość Stwórcy, przyczynia się do tego, że świat nie jest „chaosem”, ale „kosmosem”. „Aleś Ty wszystko urządził według miary i liczby, i wagi!” (Mdr 11,20).
 
Chociaż sposób wyrażania się Biblii zdaje się odnosić wszystko wprost do Boga, tym niemniej dostatecznie wyrazista pozostaje różnica pomiędzy tym, co jest właściwym działaniem Boga – Stwórcy jako Przyczyny Pierwszej, a tym, co należy do przyczynowości własnej stworzeń, przyczyn drugich. W tym miejscu pojawia się pytanie bardzo istotne dla współczesnego człowieka, pytanie o autonomię stworzenia, a więc o rolę twórcy świata, jaką człowiek pragnie sprawować. Otóż według wiary chrześcijańskiej to właśnie transcendentna Mądrość Stwórcy sprawia, że Bóg jest obecny w świecie jako Opatrzność, równocześnie zaś sprawia, że świat stworzony posiada ową „autonomię”, o której mówi Sobór Watykański II. Bóg bowiem wszystko utrzymując sprawia, że rzeczy są tym, czym są: „z samego faktu, że są stworzone, mają własną trwałość, prawdziwość, dobroć i równocześnie własne prawa i porządek”. Równocześnie Bóg panuje nad wszystkim w taki sposób, że świat żyje w sytuacji prawdziwej autonomii „zgodnej z wolą Stwórcy”.Opatrzność Boża wyraża się właśnie w tak pojętej „autonomii rzeczy stworzonych”. W niej okazuje się właściwa Bogu moc i „słodycz” zarazem. W niej się potwierdza, że Opatrzność Stwórcy jako transcendentna i zawsze tajemnicza Mądrość ogarnia wszystko („sięga od krańca do krańca”), we wszystkim się urzeczywistnia ze stwórczą mocą i stanowczością (fortiter), pozostawiając równocześnie kształtowanie się i rozwój świata samym stworzeniom jako przyczynom drugim, immanentnym, na co wskazuje owo suaviter z Księgi Mądrości.
 
Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, posiada w owym immanentnym kształtowaniu świata od początku miejsce szczególne. Według Księgi Rodzaju zostaje stworzony, aby „panował”, aby „czynił sobie ziemię poddaną” (por. Rdz 1,28). Uczestnicząc, jako podmiot rozumny i wolny, a równocześnie na miarę stworzenia, w panowaniu Stwórcy nad światem, sam dla siebie staje się również poniekąd „opatrznością”, jak to wspaniale wyraził św. Tomasz. Z tej samej racji jednakże jest obarczony od początku szczególną odpowiedzialnością zarówno wobec Boga, jak też i wobec innych stworzeń, szczególnie wobec innych ludzi.
 
To, co na temat Opatrzności Bożej mówi tradycja biblijna Starego Testamentu, Nowy Testament potwierdza i wzbogaca. Wśród wszystkich słów Jezusa na ten temat szczególnie przejmujące są te, które czytamy w Ewangeliach św. Mateusza i św. Łukasza: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? […] Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo «Boga» i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,31-33; por. również Łk 12,29-31). „Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29-31; por. Łk 21,18). „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? […] A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany, jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?” (Mt 6,26.28-30; por. Łk 12,24-28).
 
W słowach powyższych Pan Jezus nie tylko potwierdza wszystko, co na temat Opatrzności Bożej zostało powiedziane w Starym Testamencie, ale pogłębia to, co dotyczy człowieka, poszczególnych ludzi, których Bóg traktuje bardzo łagodnie, po ojcowsku. Piękne są bez wątpienia strofy Psalmów sławiące Najwyższego jako ucieczkę, ostoję i pocieszenie dla ludzi, jak w Psalmie 91[90]: „Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: «Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam». […] Albowiem Pan jest twoją ucieczką, jako obrońcę wziąłeś sobie Najwyższego. […] Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie; osłonię go, bo uznał moje imię. Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham i będę z nim w utrapieniu” (1-2.9.14-15).
 
Wspaniałe to słowa, a jednak słowa Chrystusa zdają się sięgać jeszcze nieporównanie głębiej. Wypowiada je Syn, który „prześwietlając” wszystko, co na temat Opatrzności zostało powiedziane, daje najszczególniejsze świadectwo tajemnicy swojego Ojca: tajemnicy Opatrzności i troski ojcowskiej, która ogarnia każde stworzenie, choćby najmniej znaczące, jak trawa polna czy wróble. O ileż bardziej człowieka! Chrystus to nade wszystko pragnie uwydatnić: jeśli Opatrzność Boża okazuje się tak szczodra wobec stworzeń nieporównanie niższych od człowieka, o ileż bardziej odnosi się ona do niego. Została w tę ewangeliczną przypowieść o Opatrzności głęboko wpisana ta sama prawda o hierarchii wartości, jaka obecna jest od początku w Księdze Rodzaju, w opisie stworzenia: człowiek posiada prymat nad rzeczami. Prymat swej natury i swojego ducha, prymat w trosce i opiece Opatrzności, i w sercu Boga.
 
Równocześnie z całym naciskiem Jezus głosi: człowiek, tak uprzywilejowany przez Stwórcę, ma obowiązek współdziałać z Opatrznością na miarę Bożego obdarowania. Nie wolno mu zaniżać tej miary do samych wartości zmysłowych, użytkowych, materialnych. Winien szukać nade wszystko „królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości”, a to wszystko będzie mu dodane” (por. Mt 6,33). Słowa Chrystusa skierowują naszą uwagę w stronę tego szczególnego wymiaru Opatrzności, w centrum którego znajduje się człowiek, istota rozumna i wolna. Temu też wypadnie poświęcić dalsze rozważania.
 
 
 
 
 
7.05.1986 r.
 

Opatrzność Boża - afirmacja dzieła stworzenia

 
    W dzisiejszej katechezie kontynuujemy temat Opatrzności Bożej. Bóg powołał z nicości do istnienia wszystko, co zaistniało poza Nim. Na tym jednakże akt stwórczy Boga się nie kończy. To, co powstało z nicości, pozostawione sobie samemu wróciłoby do nicości, gdyby nie było podtrzymywane w istnieniu przez Stwórcę. W istocie Bóg, który stworzył wszechświat, stwarza go w dalszym ciągu podtrzymując jego istnienie. To podtrzymywanie jest ciągłym stwarzaniem (conservatio est continua creatio).
 
Można powiedzieć, że Opatrzność Boża wyraża się najogólniej biorąc — w tej właśnie conservatio: w podtrzymywaniu istnienia wszystkiego, co zaistniało z nicości. W tym znaczeniu Opatrzność jest jak gdyby stałym i nieustającym potwierdzaniem dzieła stworzenia w całym jego bogactwie i różnorodności. Oznacza ona stałą i nieprzerwaną obecność Boga jako Stworzyciela w całym stworzeniu: obecność wciąż stwarzającą, wciąż dotykającą najgłębszych niejako korzeni wszystkiego, co istnieje, a przez to działającą jako pierwotna przyczyna wszelkiego istnienia i działania. W tej obecności Boga wyraża się wciąż ta sama przedwieczna wola stworzenia i utrzymania tego, co stworzone — wola całkowicie suwerenna, poprzez którą Bóg wedle sobie właściwej, czyli absolutnej istoty Dobra (bonum diffusivum sui), opowiada się tak samo, jak w pierwszym akcie stworzenia, za bytem przeciw nicości, za życiem przeciwko „ciemności” (por. J 1,4-5), wreszcie: za prawdą, dobrem i pięknem wszystkiego, co istnieje. W tajemnicy Opatrzności trwa w sposób nieprzerwany i nieodwracalny owo pierwotne „widział Bóg, że było dobre. […] było bardzo dobre” z Księgi Rodzaju (1,25.31): podstawowa i nienaruszalna afirmacja dzieła stworzenia.
 
Tej zasadniczej afirmacji nie niweczy żadne zło, które tkwi nieuchronnie w każdej rzeczy należącej do wszechświata, lub które jak wiadomo pojawi się w dziejach wszechświata, a w szczególności w dziejach człowieka, boleśnie kontrastując z owym pierwotnym „widział Bóg, że było dobre. […] było bardzo dobre”. Opatrzność Boża oznacza, iż w odwiecznym planie Boga, w stwórczym Jego zamyśle, owo zło, które pierwotnie nie istniało, raz popełnione przez człowieka i dopuszczone przez Boga, zostaje ostatecznie podporządkowane dobru, „współdziała we wszystkim dla […] dobra”, jak mówi Apostoł (Rz 8,28). Jest to sprawa, do której wypadnie jeszcze powrócić osobno.
 
Prawda o Opatrzności Bożej jest obecna w całym Objawieniu. Można powiedzieć, że przenika ona całe Objawienie, podobnie jak prawda o Stworzeniu. Stanowi ona — podobnie jak prawda o Stworzeniu — pierwszy i podstawowy punkt odniesienia dla wszystkiego, co Bóg „wielokrotnie i na różne sposoby” zechciał powiedzieć ludziom „przez proroków, a na koniec przez Syna” (por. Hbr 1,1). Wypada więc odczytywać tę prawdę zarówno tam, gdzie mowa o niej wprost, jak też i tam, gdzie Pismo Święte świadczy o niej w sposób pośredni.
 
Jako podstawowa prawda wiary znajduje się ona też w zwyczajnym nauczaniu Kościoła od początku, chociaż dopiero Sobór Watykański I wypowiedział się na temat Opatrzności Bożej w ramach uroczystej Konstytucji dogmatycznej De fide catholica, w kontekście prawdy o stworzeniu. Oto słowa Vaticanum I: „Wszystko, co Bóg stworzył, Opatrznością swoją zachowuje oraz kieruje, «sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią» (Mdr 8,1). «Wszystko odkryte i odsłonięte jest przed Jego oczami» (por. Hbr 4,13), także to, co stanie się z wolnej inicjatywy stworzeń”.
 
Cały ten tekst — jak widać dość zwięzły — podyktowany był szczególną potrzebą czasów (XIX w.). Sobór, wypowiadając się w ten sposób, chciał przede wszystkim potwierdzić stałą naukę Kościoła o Opatrzności, a więc niezmienną Tradycję doktrynalną, związaną z całym przekazem biblijnym, jak o tym świadczą zawarte w tekście cytaty ze Starego i Nowego Testamentu. Potwierdzając zaś tę stałą naukę wiary chrześcijańskiej, pragnął Sobór przeciwstawić się ówczesnym błędom materializmu, a także deizmu. Materializm, jak wiadomo, zaprzecza w ogóle istnieniu Boga, deizm zaś przyjmuje wprawdzie istnienie Boga i stworzenie świata, równocześnie jednak utrzymuje, iż Bóg nie zajmuje się zupełnie światem, który stworzył. Można by więc powiedzieć, że właśnie deizm jest ową doktryną, której ostrze wymierzone zostało wprost przeciw prawdzie o Bożej Opatrzności.
            Oderwanie dzieła stworzenia od Opatrzności Bożej, znamienne dla deizmu, a tym bardziej jeszcze całkowita negacja Boga w materializmie, otwiera drogę dla determinizmu materialistycznego, któremu zostaje całkowicie podporządkowany człowiek oraz jego dzieje. Materializm teoretyczny przechodzi w materializm historyczny. W tym kontekście prawda o istnieniu Boga, a w szczególności o Bożej Opatrzności, okazuje się podstawowym, a zarazem ostatecznym zabezpieczeniem człowieka i jego wolności we wszechświecie. Daje temu wyraz Pismo Święte już w Starym Testamencie, gdy w Bogu widzi mocne i niezniszczalne oparcie: „Miłuję Cię, Panie, Mocy moja, Panie, ostojo moja i twierdzo, mój wybawicielu, Boże mój, skało moja, na którą się chronię, tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono!” (Ps 18 [17],2-3). Bóg jest niezachwianym fundamentem, na którym opiera się człowiek całym swym bytem: „To właśnie Ty mój los zabezpieczasz” (Ps 16 [15],5). Można powiedzieć, iż Opatrzność Boża jako suwerenna ze strony Boga afirmacja całego stworzenia, a w szczególności afirmacja człowieka wśród stworzeń, stanowi podstawową gwarancję suwerenności samego człowieka wobec świata. Nie chodzi tu oczywiście o uchylenie owej determinacji, jaka zawarta jest w prawach przyrody, ale chodzi o wykluczenie materialistycznego determinizmu, który całą ludzką egzystencję sprowadza do „królestwa konieczności”, niwecząc praktycznie „królestwo wolności”, przeznaczone dla człowieka przez Stwórcę. Bóg i Jego Opatrzność nie przestaje być ostatecznym oparciem dla „królestwa wolności”.
            Wiara w Opatrzność Bożą pozostaje, jak widać, blisko związana z podstawowym sposobem rozumienia ludzkiej egzystencji, sensu życia ludzkiego na ziemi. Człowiek z pewnością zasadniczo inaczej przeżywa swoje doczesne bytowanie, gdy ma tę pewność, że nie rządzą nim wyroki ślepego losu (fatum), ale Ktoś, kto jest równocześnie Stworzycielem i Ojcem. Wpisana w pierwsze słowa Symbolu apostolskiego wiara w Opatrzność: wierzę w Boga, Stworzyciela, który jest Ojcem wszechmocnym, uwalnia ludzką egzystencję od różnych form myślenia fatalistycznego.
 
W ślad za całą tradycją stałego nauczania Kościoła, a w szczególności za orzeczeniem doktrynalnym Vaticanum I, również Sobór Watykański II w wielu miejscach daje wyraz prawdzie o Bożej Opatrzności. Z tekstów jego Konstytucji wynika, że Bóg jest Tym, który „po ojcowsku troszczy się o wszystko”, w szczególności zaś „o rodzaj ludzki”. Wyrazem tej troski jest też „prawo Boże, wieczne, obiektywne i uniwersalne, którym Bóg, wedle planu mądrości i miłości swojej, porządkuje, kieruje i rządzi całym światem i losami wspólnoty ludzkiej”. „Człowiek […] istnieje bowiem tylko dlatego, że Bóg go stworzył z miłości i wciąż z miłości zachowuje, a żyje w pełni wedle prawdy, gdy dobrowolnie uznaje ową miłość i powierza się swemu Stwórcy”.
 
 
 
 
30.04.1986 r.
 

Prawda o Opatrzności Bożej

 
           „Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”. Pierwszy artykuł Credo nie przestaje obdarowywać nas swym niezwykłym bogactwem, albowiem wiara w Boga jako Stworzyciela świata („rzeczy widzialnych i niewidzialnych”) łączy się organicznie z objawieniem Bożej Opatrzności. Rozpoczynamy w dniu dzisiejszym, w ramach naszych rozważań nad stworzeniem, cykl katechez, których temat znajduje się w sercu wiary chrześcijańskiej, a zarazem w sercu człowieka powołanego do wiary: temat Bożej Opatrzności, czyli Boga, który jako wszechmogący i mądry Ojciec jest obecny i działa w świecie, w dziejach wszystkich swoich stworzeń, ażeby każde z nich — a przede wszystkim człowiek stworzony na Jego obraz — mogło realizować swoje życie na drodze prawdy i miłości, wiodącej ku życiu wiecznemu w Bogu.
 
„Dlaczego Bóg nas stworzył?” — takie pytanie stawia przed nami tradycja chrześcijańskiej katechezy. My zaś, dzieci i dorośli, oświeceni wielką wiarą Kościoła, odpowiadamy w tych lub podobnych słowach: „Bóg stworzył nas po to, abyśmy Go w tym życiu poznali i umiłowali, zaś w przyszłym — cieszyli się Nim na zawsze”.
 
Jednakże właśnie ta wielka prawda o Bogu, który z pogodnym obliczem i pewną ręką kieruje naszymi losami, napotyka w sercu człowieka na paradoksalną dwoistość sprzecznych z sobą uczuć. Z jednej strony człowiek skłania się ku temu, by przyjąć Opatrzność Bożą i poddać się jej działaniu, o czym tak mówi Psalmista: „wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę — tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131 [130],2). Z drugiej strony jednak człowiek z lękiem i wahaniem myśli o poddaniu się Bogu jako Panu i Zbawcy swojego życia, gdyż pochłonięty światem rzeczy zapomina o Stwórcy lub dotknięty cierpieniem powątpiewa w Jego ojcostwo. W obu przypadkach człowiek odwołuje się niejako do Bożej Opatrzności. Taka jest bowiem ludzka kondycja: nawet w Piśmie Świętym Hiob nie waha się szczerze i z ufnością skarżyć się przed Bogiem. W ten sposób samo słowo Boże pokazuje nam, że Opatrzność Boga może przejawiać się w skardze Jego dzieci. Cierpiący fizycznie i duchowo Hiob mówi: „Obym ja wiedział, gdzie można Go znaleźć, jak dotrzeć do Jego stolicy? Wszcząłbym przed Nim swą sprawę i pełne dowodów miał usta” (Hi 23,3-4).
 
Istotnie, w całych dziejach człowieka, zarówno w dociekaniach filozofów i w doktrynach wielkich religii, jak w rozważaniach zwyczajnych ludzi, nigdy nie brakowało motywów, skłaniających do prób zrozumienia, a nawet usprawiedliwienia działalności Boga w świecie. Istnieją różne przykłady owych prób, nie wszystkie są oczywiście do przyjęcia, żadna zaś nie udziela wyczerpującej odpowiedzi. Już od czasów starożytnych są tacy, którzy powołują się na fatum czy ślepe i kapryśne przeznaczenie, na zrządzeniu losu. Inni afirmując Boga, narażają na szwank ludzką wolność decyzji. Jeszcze inni, zwłaszcza w czasach współczesnych, utrzymują, że afirmacja człowieka i jego wolności zakłada negację Boga. Są to poglądy krańcowe i jednostronne, pomagają jednak wyłonić te kluczowe problemy naszego życia, które wchodzą w grę, kiedy mówimy „Boża Opatrzność”. Jaka zachodzi relacja pomiędzy działaniem wszechmogącego Boga a naszą wolnością, pomiędzy naszą wolnością a Jego nieomylnym planem? Jakie będzie nasze przeznaczenie? W jaki sposób zinterpretować i rozpoznać Jego nieskończoną mądrość i dobroć w obliczu panującego w świecie zła: w obliczu moralnego zła grzechu oraz cierpienia niewinnych? Jaki sens mają nasze dzieje — ów nieustanny, trwający przez stulecia ciąg wydarzeń, straszliwych katastrof i wzniosłych aktów wielkości i świętości? Pozostaje albo odwieczna i nieuchronna nieosiągalność celu i powracanie wszystkiego do punktu wyjścia, czy wręcz zdążanie ku ostatecznemu kataklizmowi, który na zawsze pogrzebie wszelkie formy życia; albo — i tu racje serca przewyższają naszą logikę — Byt Opatrznościowy i Rzeczywisty, który nazywamy Bogiem i który otacza nas swą rozumną, czułą i mądrą opieką, który fortiter ac suaviter prowadzi nas, wszystko co istnieje, świat i dzieje, a także — jeśli Mu pozwolimy — naszą buntowniczą wolę ku odpoczynkowi „siódmego dnia”, ku ostatecznemu dopełnieniu się dzieła stworzenia.
 
Właśnie tutaj, na granicy pomiędzy nadzieją i rozpaczą, staje — aby bez miary umocnić naszą nadzieję — słowo Boże, znane, a jednak zawsze nowe i tak wspaniałe, że po ludzku wręcz niewiarygodne. Wielkość i fascynująca siła słowa Bożego ukazuje się najdobitniej wówczas, kiedy spotyka się ono z wielkimi sprawami człowieka: Bóg jest tu, Emmanuel, „Bóg z nami” (Iz 7,14), w Jezusie z Nazaretu, który umarł i zmartwychwstał, w Synu Bożym i naszym bracie, który „zamieszkał wśród nas” (por. J 1,14). Można śmiało powiedzieć, że całe dzieje Kościoła to nieustanne i żarliwe poszukiwanie, zgłębianie i proponowanie innym znaków Bożej Opatrzności. Kościół, wspierany mocą Ducha Świętego, postępuje tu za przykładem Chrystusa. Dlatego może, chce oraz musi głosić i nieść światu łaskę oraz wyczucie Bożej Opatrzności, ażeby uwolnić człowieka, którego miłuje, od przytłaczającego ciężaru niewiadomej i powierzyć tej wielkiej, niezmierzonej i ostatecznej tajemnicy miłości, którą jest Bóg. Słownictwo chrześcijańskie wzbogaca się w ten sposób o proste wyrażenia, które zarówno obecnie, jak i w przeszłości, składają się na dziedzictwo wiary i kultury uczniów Chrystusa: „Bóg to widzi”, „Bóg o tym wie”, „jeśli Bóg pozwoli”, „żyć w obecności Bożej”, „niech się dzieje wola Boża”, „Bóg pisze prosto nawet na krzywych liniach”. Jednym słowem — Opatrzność Boża.
 
Głoszenie prawdy o Bożej Opatrzności nie jest wymysłem Kościoła. Choć czerpie on natchnienie także z myśli ludzkiej, to głosi ową prawdę dlatego, że Bóg sam ukazał siebie w taki właśnie sposób, objawiając w dziejach swojego ludu, że Jego stwórcze działanie i dzieło zbawienia są ze sobą nierozerwalnie złączone i należą do tego samego odwiecznego planu. Dlatego właśnie najwyższym dokumentem Bożej Opatrzności jest Pismo Święte jako całość, przedstawiające interwencję Boga w stosunku do natury poprzez dzieło stworzenia oraz ową jeszcze wspanialszą interwencję, jaką było odkupienie, które w świecie odnowionym miłością Boga w Chrystusie uczyniło z nas nowe stworzenia. Biblia mówi wszak o Bożej Opatrzności w rozdziałach poświęconych stworzeniu oraz w rozdziałach w sposób szczególny otwartych na dzieło zbawienia, w Księdze Rodzaju i w księgach prorockich — zwłaszcza u Izajasza, w tak zwanych Psalmach stworzenia oraz w głębokich rozważaniach Pawłowych nad tajemnicą zamysłów Boga, który działa w historii (por. przede wszystkim List do Efezjan i List do Kolosan), w Księgach mądrościowych, tak bardzo skoncentrowanych na odnajdywaniu znaków Boga w świecie, wreszcie w Apokalipsie, w której dominuje poszukiwanie sensu świata w Bogu. Wszystko to prowadzi do stwierdzenia, że chrześcijańskie pojęcie Opatrzności nie jest tylko jednym z rozdziałów filozofii religii, bowiem odpowiedzią wiary na doniosłe pytania Hioba i każdego podobnego mu człowieka jest wizja całościowa, która wychodząc naprzeciw prawom rozumu, stanowi dlań usprawiedliwienie i dostarcza oparcia w niewzruszonych pewnikach teologii. W tym miejscu nasze rozważania spotykają się ze stałą refleksją wiary zawartą w Tradycji, do której odwołamy się w stosownym czasie, aby w ramach odwiecznej prawdy wskazać na wysiłki Kościoła zmierzające do tego, by towarzyszyć człowiekowi, który wciąż na nowo i przy pomocy nowych pojęć podejmuje pytanie dotyczące Opatrzności. Sobór Watykański I oraz Sobór Watykański II są — każdy na swój sposób — bezcennym głosem Ducha Świętego, którego należy słuchać i nad nim medytować, bez onieśmielenia z powodu „zagęszczenia” zawartych w nim myśli, aby czerpać życiodajną treść prawdy, która nigdy się nie kończy.
 
Każde poważne pytanie wymaga poważnej, pogłębionej i solidnej odpowiedzi. Dlatego w naszych rozważaniach o Opatrzności Bożej omówimy różne aspekty tego wyjątkowego tematu, ukazując przede wszystkim, że mieści się ona w wielkim dziele stworzenia i że stanowi jego potwierdzenie, gdyż uwydatnia różnorodność i bogactwo trwającej wciąż działalności Boga. Wynika stąd, że Opatrzność jawi się jako transcendentna Mądrość, która miłuje człowieka i wzywa go do uczestnictwa w planie Boga jako głównego adresata Jego pełnej miłości troski, a zarazem jako swego rozumnego współpracownika.
 
Relacja pomiędzy Bożą Opatrznością i wolnością człowieka nie oznacza antytezy, ale zjednoczenie w miłości. Także doniosły problem naszego przeznaczenia odnajduje w Objawieniu Bożym — a zwłaszcza w Chrystusie — opatrznościowe światło, które, chociaż tajemnica nie przestaje istnieć, niesie gwarancję zbawczej woli Ojca. Rozumianej w ten sposób Opatrzności Bożej nie można w żadnej mierze zanegować istnieniem zła i cierpienia. Ona jest ostoją naszej nadziei, pozwalając nam dostrzec, że nawet ze zła potrafi wyprowadzić dobro. Wspomnijmy wreszcie Vaticanum II, które wiele światła rzuca na kwestię Opatrzności Bożej w odniesieniu do rozwoju i postępu świata, wieńcząc transcendentną wizję wciąż rosnącego Królestwa obrazem Boga, który poprzez Opatrzność nieustannie i mądrze działa w świecie. „Któż jest tak mądry, aby to pojął, i tak rozumny, aby to rozważył? Bo drogi Pańskie są proste: kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy” (Oz 14,10).
 
 
 
Szukaj
Copyright 2015. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego